wtorek, 5 sierpnia 2014

Moja historia

Chciałabym uprzedzić, że ten wpis będzie długi. Moja historia z odchudzaniem się jeszcze nie kończy, jednakże chciałam napisać dlaczego tutaj jestem.

***
Nie zacznę mojej historii od takich zdań: Byłam normalną dziewczyną z przyjaciółmi, kochającą rodziną. Zawsze kochałam jedzenie...

I tak dalej. Niestety, a może na szczęście moja historia tak nie wygląda. 
Od kiedy pamiętam miałam kompleksy nie tylko dotyczące mojego ciała, ale także i twarzy. Nienawidziłam wszystkiego. Unikałam lustr tak jak mogłam. Ale przejdźmy do początku.
Moi rodzice rozstali się kiedy miałam ok. 8 lat. Nie mówię wam, że rozwód to nie wiadomo jaki straszny moment w życiu dziecka, oczywiście niełatwy, ale jest to lepsze niż życie z rodzicami, którzy nic do siebie nie czują. Dzisiaj cieszę się, że moi rodzice nie są razem, w sumie to już dość dawno to zrozumiałam. Moje siostry, które są ode mnie młodsze nie pamiętały czasów kiedy mój tata mieszkał z nami. Miałam większe wymagania niż one. Chciałam, żeby częściej się z nami widywał i tak dalej. Oczywiście trochę bardziej odczuwałam tęsknotę, ponieważ pamiętałam, gdy codziennie był w domu jak czekałam przy oknie, aż jego samochód się pojawi. 
W szkole miałam przerąbane. Już w przedszkolu miałam tylko jedną przyjaciółkę, która także odstawała, albo jak kto woli była outsiderem jak ja. Niestety kiedy skończyła przedszkole musiała się przeprowadzić. Byłam odludkiem. Grubą dziewczynką. Każdy mój smutek łagodziłam jedzeniem i niezbyt się ruszałam. Nigdy się jeszcze nie cięłam, ale mam doświadczeniem z samookaleczeniami otóż walenie głową w umywalkę może być bardzo przyjemne.  Ogólnie moja klasy zbytnio mi nie dopiekała, ale za to miałam trzy osoby za sobą, które zaczęły od przemocy psychicznej, a następnie przeszły do przemocy fizycznej. Oczywiście wszystko powiedziałam mojej mamie. Wiadomo jak to z polskimi pedagogami, tłumaczyć nie trzeba. 
Potem się przeprowadziłam (nadal w tym samym mieście mieszkałam) i zmieniłam szkołę. Tutaj już było gorzej. Dowiedziałam się w tej szkole, że mam krzywego ryja, jestem gruba jak świnia, że jak się na mnie patrzy to się aż niedobrze robi. O tym się już wstydziłam komukolwiek wspomnieć, jesteście pierwsze. Och zapomniałam o tym, że po moim incydencie z umywalką (który miał tylko 1 raz miejsce w moim życiu) moja mama ze mną dużo rozmawiała i posłała mnie na terapię. Terapia mi pomogła, powiem szczerze. To było jeszcze przed moją przeprowadzką. Czułam się po terapii o wiele lepiej. Jednakże pojawiła się 6 klasa, chyba najgorszy rok mojego życia. Tutaj już miałam lęki i depresję, wszystko ładnie zdiagnozowane i na papierku. Kolejna terapia, tylko z inną panią. Tą panią wspominam bardzo dobrze, jako bardzo ciepłą osobę. Druga terapia także pomogła. Kiedy byłam w szóstej klasie zaczęłam się odchudzać. Oczywiście normalnymi sposobami. Ćwiczenia i zdrowa żywność. Terapia i do tego ruch dobrze mi zrobiły. Czułam się o wiele lepiej, nie powiem, że nagle byłam pewna siebie, ponieważ byłoby to kłamstwo, ale było lepiej. Ale wróćmy do mojego taty, bo to o nim głównie jest ta historia, niestety. Mój tata miał nową rodzinę, nową żonę i córkę. Kiedy ona się urodziłam miałam 9 lat. Już wtedy jego żona miała problemy, żebyśmy się spotykały ze swoim ojcem. Kończyło się tym, że widzieliśmy tatę raz w miesiącu w tajemnicy przed nią. Moją siostrę widziałam z ok. 6 razy (?). Okej niespotykanie się mogę znieść. To nie takie złe. Jednakże moja siostra zawsze była lepsza od nas. Oto stwierdzenia mojego taty: O. zachowuję się lepiej od nas (mnie i moich sióstr) jest cichsza, umie się zachowywać itd. Nie mówię, że jesteśmy aniołki, ale trudno o to by jedynaczka miała by być głośna, bo po co? I tak cała uwaga jest na niej. 
Jednakże były fajniejsze akcje: Był dzień dziecka poszliśmy z tatą, macochą i O. do lodziarni. Był to jeden z niewielu momentów, kiedy mogliśmy zobaczyć się z tatą za jej zgodą. O. jako jedyna dostała prezent, my dostałyśmy po lodzie. O. oczywiście dostała też loda. Nie byłoby się do czego czepiać, gdyby ten prezent nie byłby jej dany przy nas... 
Ostatnio wspomniałam o tym mamie, a dokładniej przedwczoraj bodajże. Mama się wkurzyła, albo bardziej poprawnie było jej smutno. Nie dość, że się z nami nie spotyka pomimo tego, że jesteśmy w Polsce parę razy na rok to jeszcze robi takie rzeczy. Ale najfajniejszego moja mama nie wie. Nigdy nie usłyszałam od mojego taty, że jest ze mnie dumny, że mnie kocha. Tak bardzo chciałam, aby on mnie zauważył i pokochał. 2 lata temu, gdy pojechaliśmy do Niemiec ponownie zaczęłam się odchudzać, mój tata zawsze mówił, że powinnam odrobinę schudnąć. Więc zaczęłam dla niego chudnąć, była to zdrowa dieta. Przyjechałam po roku do Polski na wakacje i z nadwagi spadłam do wagi prawidłowej oto co usłyszałam: Natasza powinnaś schudnąć. Skutek: przez miesiąc max na dzień 4 wafle ryżowe. Ale od tej chwili zapłakałam tylko 3 razy, nie umiem płakać. Nie umiem wyzwalać moich uczuć. Po prostu gdy mój taty mi "zasugerował", że powinnam schudnąć wszystko co we mnie siedziało wybuchło. Jak moja mama przyjechała z Niemiec trochę bałam się takiej diety, wiem, że z moim odżywianiem jest coś nie tak, ale przecież chora nie jestem.Więc w marcu wróciłam do diety, podczas tych paru miesięcy normalnego jedzenia wróciłam do wagi startowej, że tak się wyrażę. Resztę już znacie z bloga.
Dzisiaj: Jutro przyjedzie do mnie mój tata. Moja mama dzisiaj mi i moim siostrą powiedziała:"Możecie mieć do mnie pretensje do końca życia, ale nie pozwolę by ktokolwiek krzywdził moje córki, pozbędę się każdego, nawet waszego ojca." 
Jutro zobaczę ostatni raz osobę, którą kocham i nienawidzę w tym samym czasie. Chciałam tylko uwagi, żebyś mnie tylko raz pochwalił tato. Ale teraz już jest za późno. Będę chudnąć dla Ciebie, do końca życia, ponieważ się już nie zobaczymy. Tato tak bardzo przepraszam za to jaką okropną córką jestem. Tak bardzo przepraszam, kocham Cię.


sobota, 2 sierpnia 2014

Dla Ciebie

Dla Ciebie głoduję,
Dla Ciebie dzisiaj mój żołądek nic nie dostał,
jest pusty jak twe serce,
ty i tak nic nie zauważysz,
nie zauważysz, że mój żołądek i twoje serce są puste.
Za puste.

Dzisiaj głodówka. Cały dzień czuję się jakbym zjadła za dużo. Szkoda tylko, że dzisiaj nic nie zjadłam. Niezbyt czuję się głodna. Okres sprawia cuda. Chciałabym, aby trwał jeszcze z 5 dni. On wtedy przyjedzie. Znowu się zobaczymy. Nie widzieliśmy się od kwietnia. Jednakże przypadek sprawił, że wyjechał na wakacje w poprzednią środę, kiedy to zaczęły się wakacje w Niemczech.

Sądzę, że niektóre z was domyślą się o kim mówię. Podpowiedź jest taka, że kocham, ale nie jestem zakochana. Trudno, żebym do tej osoby czuła zauroczenie.


 Dzisiaj byłam na zakupach z mamą, miałam kupić buty, ale skończyło się na tym, że kupiłam poduszkę 8D. Nic fajnego nie widziałam, więc nie miałam potrzeby niczego innego kupować.

W Polsce zawsze mam problemy ze snem poszłam spać o 6 rano i wstałam o 10. Ale miło spędziłam noc, świetnie się bawiłam oglądając seriale i czytając różne rzeczy. W moim życiu nie jestem raczej smutna, tylko na blogu mogę się wydawać hmm przygnębiona? Jednakże ja nie myślę o diecie i innych tego typu rzeczach podczas dnia i mojego życia codziennego. Wtedy nie jestem taka głodna, najgorsza  rzeczą będąc na diecie jaką można zrobić to tylko o niej myśleć. Chociaż zdarza mi się, że godzinami o niej myślę. Szczególnie jak popatrzę w lustro. Chociaż przed znalezieniem mojej pasji byłam zawsze smutna. Nie chcę tu wspominać o mojej pasji, coś co czyni mnie okropnie szczęśliwą i pełną życia osobą nie może połączyć się z moimi problemami z (nie)jedzeniem. Ta pasja wyciągnęła mnie z depresji, więc nigdy nie napiszę tutaj czym jest moja pasja. W sumie nie wiem czemu o niej tutaj wspomniałam, ale chyba po prostu chcę być z wami bliżej :). Moja mama też powiedziała, że zapisze mnie do studia fitness yay!

Ja już nie przedłużam, bo tak naprawdę nie mam już więcej o czym pisać ;). Może tylko jeszcze dodam, że jutro także będzie na 95% głodówka.
Trzymajcie się.

czwartek, 31 lipca 2014

Wyjazd do Polski

Cześć, hej, dzień dobry.
Jak wam dzisiaj dzionek leci? Mi dobrze, jestem w takim dobrym humorze, że to aż zadziwiające.
Mam dobre newsy:
-Po pierwsze w końcu dostałam okresu z czym się wiążę brak wahań nastroju i wiecznego głodu,
-Po drugie dzisiaj zrobiłam sobie w końcu głodówkę,
-Po trzecie dostałam bardzo dobre świadectwo.

No i jak tu człowiek ma być smutny? :)

Może pochwalę się moim świadectwem i ocenami, czemu nie ;).
Niemiecki: 4, Angielski: 5, Historia: 5, Polityka: 5, Geografia: 5, Etyka: 5, Matematyka: 5, Fizyka: 4, Plastyka: 5, Chemia: 5, Biologia: 5, Ekonomia: 5, Sport: 5, Gotowanie: 5.
Zachowanie: 6
Mam też notatkę, że mój angielski jest na poziomie oceny celującej. Chyba nawet dobre to świadectwo nie? ^^

Oczywiście w 9 klasie będę miała rozszerzoną matematykę i angielski :).

Do Polski wyjadę za ok. godzinę lub dwie, oczywiście czeka mnie 8 godzin w aucie. Jednakże wczoraj kupiłam sobie książkę "Gwiazd naszych wina", więc będę miała co robić. Wiecie jak brzmi tytuł po niemiecku? "Das Schicksal ist ein mieser Verräter" czyli w dosłownym tłumaczeniu "Los to okropny zdrajca" Niemcy nie znają chyba wyrażenia gra słów, ale im bogatszy naród tym jest on bardziej głupszy :).

Ale podoba mi się w sposób w jakim książka jest napisana, pierwszy raz czuję frajdę czytając książkę po niemiecku. W następnym roku postaram się czytać książki tylko po niemiecku, ale nie wiem czy mi to wyjdzie... No cóż to się zobaczy ;).

Życzę wam miłego dzionka kruszynki.

wtorek, 29 lipca 2014

Jutro wakacje!

Na tytuł nie miałam innego pomysłu, więc niech będzie radosny i pełen energii, czemu nie :).

Jutro w końcu wakacje, jej tak się cieszę. Jestem już mocno wykończona szkołą. Jutro idę ostatni raz do tej szkoły, ponieważ w nowym roku zawitam do innych drzwi wejściowych. W sumie cieszę się, że zmieniam szkołę, jednakże moja klasa była okej. Nie było żadnego mobbingu i nie wiadomo jak wielkiego rasizmu, więc była ona jak najbardziej do przyjęcia.

Dzisiaj byłam też u lekarza, musiałam zrobić kontrolę aby sprawdzić czy ze stopą wszystko jest w porządku. Na szczęście śruba się nie przesunęła i wszystko jest na swoim miejscu. Zostało mi tylko uczenie się chodzenia ;).

Bilans:
Serek wiejski dietetyczny (146 kcal)
3 pomidory (90 kcal)

Suma: 236 kcal

Tak powiem wam jeszcze oceny, które ostatnio dostałam:
5 (matematyka) i 6 z egzaminu z anglika, maksymalna ilość punktów :). Ale i tak baba mi postawiła 5 na koniec roku. No bardzo mi przykro, że mam polski akcent :).

W sumie nic więcej do pisania nie mam. Może tylko tyle, że tęsknię, za polskim pieczywem, ale i tak go nie zjem. Perfekcjonizm to taka przydatna, a zarazem przeszkadzająca cecha charakteru. 

Trzymajcie się kochane! <3


niedziela, 27 lipca 2014

La faim pour l'auto-destruction

Nie lubię francuskiego, ale jakoś dzisiaj ładnie dla mnie brzmi ♥.

Nic specjalnego ostatnio się nie wydarzyło, więc nie mam o czym zbytnio pisać, ale postanowiłam, że napiszę. Przecież obiecałam sobie, że mój blog będzie bardziej aktywny. 

Jest naprawdę za gorąco. Trudno się śpi, myśli i cokolwiek robi. Ale za to jeść się nie chce. Coś za coś nie? ;)

Ostatnio okres mi się spóźnia mam nadzieję, że się pojawi, ponieważ jego brak już odczuwam i to za mocno. Otóż jak jestem przed okresem to najchętniej zjadłabym wszystko + wahania nastroju. Podczas okres oprócz bólu i braku apetytu nic mnie nie nawiedza, ale okres przed okresem jest nie do wytrzymania... Dzisiaj jak pisałam list motywacyjny (moja nowa szkoła ma firmę w której pracują uczniowie od 9 klasy dlatego też musiałam napisać list motywacyjny) to się rozryczałam. Po prostu miałam dość wszystkiego. Szkoły, pogody, pisania głupiego listu motywacyjnego. Och masakra z tymi wahaniami nastroju...

Nie mogę się doczekać, aż będę w Polsce i będę mogła w końcu biegać! Brak sportu przez 6 tygodni to naprawdę koszmar, nie uwierzycie jak można się zmęczyć nie wykonywaniem trudniejszych czynności ruchowych. 

Bilans:

5 marchewek - 65 kcal
2 jabłka - 100 kcal
1 banan - 90 kcal

Suma: 255 kcal

Jutro nie wiem jak zjem z powodu okresu, którego nie mam. Najchętniej zrobiłabym głodówkę, ale wolę nie igrać z ogniem...


Miłej nocy!

PS. Zmieniłam nick i avatara, więc się nie zdziwicie jak mnie nie poznacie pod waszymi postami c:

czwartek, 24 lipca 2014

Tik tok tik tok powoli umieram w promieniach lipcowego słońca

Przepraszam, że nie piszę zbytnio często. Jednakże 11 miesięcy w szkole to dla mnie zbyt wiele. Mam już dość, opadam z sił. Powoli konam ze zmęczenia, moje oczy już dawno nie czuły się wyspane. Ale jeszcze tylko piątek, poniedziałek, wtorek i środa. Jakoś dam radę, chociażby mam nadzieję.
Niedługo jadę do Polski, w pewnym sensie się cieszę, jednakże bardzo się stresuję. Czy moja rodzinka ponownie powie mi, że mam więcej się ruszać? :)

Zegar tyka i tyka, a ja nadal jestem gruba. Żałosne.

Ostatnio miałam piękny sen, mogłam policzyć moje żebra bez żadnego problemu. Przez chwilę wydawało mi się to rzeczywistością. Ale to był tylko sen.

Może nic nie zjem aż do wyjazdu do Polski? Byłoby miło :). Może pojechałabym nawet bez żadnych wyrzutów sumienia?
Każdy taki opolany, a jaka taka blada zostałam. Osobiście uważam bladość za bardzo atrakcyjną cechę. Chyba zafarbuję swoje włosy na brąz, naturalnie mam polski blond (ciemny blond), którego zbytnio nie lubię.

Zmieniam też szkołę. Powiem wam, że niezbyt nie chce mi się pisać dlaczego, ponieważ musiałabym opowiadać o całym szkolnym systemie w Niemczech, a o takich głupotkach pisać nie chcę.

Och właśnie dostałam się na dwa A kursy tzn. rozszerzoną matematykę i angielski, tak przy okazji tylko z tych przedmiotów można mieć rozszerzenie. Chyba jedna w klasie mam dwa kursy ;). Mam tylko nadzieję, że pani z anglika mi 6 postawi, a nie 5. Ach ten rasizm w Niemczech to okropna sprawa :).
Miłego dzionka!

PS. Dzisiaj głodówka.

środa, 9 lipca 2014

Ej czy ktoś wie jak tu jest na samym dnie?


"Byłam niesamowicie dobra, jeśli szło o problemy innych. Tylko z własnymi nie umiałam sobie poradzić." - My, dzieci z dworca ZOO

Dzisiaj są urodziny mojej siostry. Nie lubię tortów. Nie lubię. Nie mogę ich jeść. Nie chcę ich jeść. Nie mogę. Nie chce zawieść.

Czy tylko mi trochę chłodnawo dzisiaj? Bo obie moje siostry w sukienkach latały. Szkoda, że ja nie mogę nosić sukienek. Ale kiedyś będę mogła. Będę w to wierzyć.

Podczas dnia nie myślę o niczym ważnym, nie muszę wtedy zastanawiać nad sobą. Nad swoją egzystencją. Chyba mam doła. Ach ten okres dojrzewania :). Ale nie mam prawa powiedzieć, że jestem smutna. 15 letnia dziewczyna nie ma prawa powiedzieć, że wie co to życie. Wie co to ból. Nie mam prawa.

Dzisiaj miałam pisać test z fizyki, ale na szczęście pana nie było. Ostatnio się nie wysypiam. A w weekend śpię po 12 godzin. Ale za to pisałam test z niemieckiego. Mam nadzieję, że dobrze mi poszedł. Jestem wykończona szkołą. Chodzenia od sierpnia do lipca do szkoły jest masakryczne.

Jutro mam wizytę u lekarza, muszę sprawdzić czy z nogą wszystko w porządku.

Bilans:
3x jabłko (150 kcal)
1x banan (90 kcal)

Suma: 240 kcal


Chciałabym być już chuda. Mój tata mógłby powiedzieć, że jest ze mnie dumny. Może by nawet powiedział, że mnie kocha? Czekam i czekam na ten moment gdy powie, że jest ze mnie dumny. Jak to powie to przestanę. Przestanę się głodzić.

Przepraszam, że nie komentuje wszystkich blogów. Jestem wykończona, mam aktualnie dużo problemów na głowie. Chyba ostatnio miałam tyle problemów z 2 lata temu, ah stare czasy w których samobójstwo było moim największym marzeniem.

Jutro zrobię głodówkę. Postaram się coś jutro naskrobać na blogu :)

PS. Pani z anglika chce mi postawić 5 na koniec roku (miałam tylko 6 i jedną jedyną 5+) za to, że mam polski akcent jak gadam po angielsku. W poniedziałek dostałam też 6 z anglika za test. Fuck logic.

Trzymajcie się kochane.